|

Jest 12 grudnia bieżącego roku, opustoszałe ulice Gorzowa oprósza delikatny śnieg, zapowiada się mroźna noc. Nic bardziej mylnego, w każdym razie na pewno nie dla tych, którzy zdecydowali się spędzić niedzielny wieczór w gorzowskim Klubie Muzycznym Magnat. Już o godzinie 19 salę wypełnili entuzjaści melodyjnego, gitarowego grania, w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru.
Kev Fox, bo o nim mowa, to postać doskonale znana nie tylko w swej rodzimej Anglii, już od 3 lat skutecznie podbija serca w całej Europie. Jednakże uczucie, jakim darzy się go w Polsce wydaje się być szczególne, doceniają go nie tylko słuchacze, ale także środowisko artystyczne (współpraca z muzykami ze Ścianki, singiel nagrany z Andrzejem Smolikiem). W dodatku można chyba zaryzykować stwierdzenie, iż jest to sympatia całkowicie odwzajemniona, grudniowa trasa koncertowa to już 4 wizyta Foxa w naszym kraju. Tym razem jednak, artysta zdecydował się zaprezentować solowy projekt, promujący minialbum z 2009 roku, Help Yourself. I chyba nie mógł wybrać lepszej pory na czarowanie Gorzowian.
Magik z Middlesborough do zawładnięcia publicznością nie potrzebował więcej niż kilka sekund. Ci, którym nie było dane zobaczyć go w akcji, powinni wiedzieć jedno – głęboki, przenikający wokal Foxa posiada niezwykłe wręcz właściwości hipnotyzujące i rozgrzewające. Już pierwsze dźwięki naładowanego emocjami A Picture With a Smile i Perhaps a Tear zauroczył zebranych, pozwalając im odwiedzić niedostępny na co dzień, złożony, wewnętrzny świat muzyka. Za pomocą prostych środków, ograniczających się do gitary akustycznej i samplera udało mu się zabrać widzów w niepowtarzalną podróż, a melancholijne brzmienia przybliżyły choćby obraz walijskiej codzienności, którą to Fox zamieszkuje obecnie. Każdy kolejny utwór odmalowywał się na twarzach gości klubu coraz to głębszym wzruszeniem. Tak też w najmniejszym stopniu nie dziwiła żywiołowa reakcja publiczności, kiedy muzyk nieśmiało obwieścił, że występ zmierza ku końcowi. Burza oklasków zmusiła go do ponownego wstąpienia na scenę i zagrania jeszcze 2 utworów na bis.
Na szczęście pomimo napiętego grafiku towarzyszącemu intensywnej trasie, nie zamierzał pożegnać się tak szybko i po sukcesie, jakim okazał się koncert z wyraźną radością oddał się rozmowom z fanami. Chętnie odpowiadał na wszelkie pytania, zarówno o inspiracje, z których czerpie podczas procesu tworzenia, jak i o sprawy zupełnie nie związane z muzyką.
Z zainteresowaniem słuchał także o życiu w naszym kraju. Dał się poznać nie tylko jako wybitnie utalentowany artysta, ale również ciekawy świata człowiek o ujmującej osobowości. Miejmy więc nadzieję, że koncert w Gorzowie był dla Foxa na tyle miłym i satysfakcjonującym wydarzeniem, że odwiedzi nas jeszcze nie raz, także po osiągnięciu statusu międzynarodowej gwiazdy wielkiego formatu, bo właśnie taką karierę wróżą mu zagraniczne media. |